Co się stało z pieszym, który omal nie został potrącony przez syna Sylwii Peretti? Zniknął jak kamfora. Ekspert: “Apeluję do tego człowieka…”

Nie milkną echa koszmarnego wypadku, do którego doszło w nocy z piątku na sobotę (z 14 na 15 lipca) w Krakowie. Zginęło czterech młodych mężczyzn, w tym syn celebrytki Sylwii Peretti. To właśnie on prowadził żółte renault megane, które spadło z krakowskiego mostu Dębickiego (upadek uczynił z auta miazgę i uśmiercił czterech uwięzionych w jego wnętrzu mężczyzn). Samochód chwilę wcześniej omal nie potrącił pieszego. Mężczyzna jest ważnym świadkiem w sprawie, ale — jak ustalił “Fakt” — wciąż nie zgłosił się na policję. Dlaczego? Czy czegoś się boi? Czy grożą mu jakieś konsekwencje? O tym wszystkim rozmawialiśmy z inspektorem Markiem Konkolewskim, specjalistą w zakresie spraw ruchu drogowego.

Do koszmarnego wypadku doszło w sobotę 15 lipca ok. godz. 3:00 nad ranem w Krakowie. Z mostu Dębnickiego spadł samochód. Wcześniej wpadł w poślizg, ściął słupy i sygnalizatory, a następnie wpadł na schody i dachował. Ostatecznie zatrzymał się dopiero na betonowym murze pod mostem. Żółte renault megane zostało doszczętnie zmiażdżone. Wrak był odwrócony kołami do góry.

Wypadek w Krakowie. Nie żyje syn Sylwii Peretti

Jak się okazało, w wypadku zginął 24-letni syn Sylwii Peretti, czyli gwiazdy popularnego programu o nazwie “Królowe życia”. Śmierć poniosło tam też trzech kolegów mężczyzny. Małopolska policja przekazała, że to syn celebrytki prowadził auto. Mundurowi udostępnili w mediach społecznościowych wstrząsający film (najpierw został on opublikowany ku przestrodze przez krakowski magistrat).

Renault megane pędziło w stronę krakowskiego mostu Dębickiego i wpadło w poślizg w miejscu, gdzie prowadzone są prace drogowe. Część jezdni jest tam wyłączona z ruchu. Kierowca minął pieszego, pędząc z przerażającą szybkością, ale jednocześnie z małą odległością od tego człowieka. Pieszy miał szczęście. W ostatniej sekundzie uciekł z drogi. Potem kierowca stracił panowanie nad autem. Samochód obrócił się i wyskoczył jak petarda z jezdni. Na tym nagranie się urywa. Jednak wiadomo, że pojazd spadł na schody, gdzie dachował, a następnie uderzył z impetem w barierkę pod mostem. Powstaje zatem pytanie, dlaczego świadek tej makabry nie podbiegł, by sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje pomocy?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *