Ratownik wciąż ma przed oczami chłopczyka z Zubrzycy. Mały Mikołajek umierał na jego rękach

Adam Chramiec (40 l.), szef Podhalańskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej, walczył o życie małego Mikołaja († 1,5 l.). Strażacy odnaleźli chłopczyka w czeluściach rwącego potoku w Zubrzycy Górnej (woj. małopolskie). Maluch uwielbiał się tam bawić. W sobotę (5 sierpnia) wymknął się z domu. Doszło do tragedii. Strażacy odnaleźli chłopca bez oznak życia. Podjęto dramatyczną, lecz przegraną walkę o życie Mikołajka.

– Miałem dyżur. O godz. 20.04 nasz 15-osobowy zespół otrzymał wezwanie do wsparcia ratowników w Zubrzycy Górnej, którzy poszukiwali małego, półtorarocznego dziecka – opowiada Adam Chramiec. Pogoda tego dnia była kiepska. Ulewy i burze szalały nad okolicą. – Gdy przyjechaliśmy na miejsce, strażacy wnosili chłopczyka do karetki – wspomina pan Adam.

Potem, jak mówi, przeniósł się “do innego świata”. Mimo że dziecko było nieprzytomne, rozpoczął reanimację. Jeszcze liczył wtedy na to, że uda mu się przywrócić funkcje życiowe maluszka. – Jestem ratownikiem medycznym. Z racji warunków pogodowych nie mógł przylecieć śmigłowiec pogotowia lotniczego, liczyły się ułamki sekund – opowiada przejęty.

W karetce stoczył walkę o życie chłopca razem z zespołem ratownictwa medycznego.

Chłopczyka z Zubrzycy porwał nurt wody

Dziecko było nieprzytomne. Z relacji strażaków wynikało, że maluch był dosyć długo pod wodą, w dodatku na głębokości metra. Nurt porwał go i niósł pół kilometra od miejsca, gdzie wpadł do wody.

– Można sobie wyobrazić, z jaką siłą woda porwała to dziecko ważące zaledwie 10 kg. Z jaką siłą wdzierała się ona w każdą jego część ciała – opisuje pan Adam.

Czas uciekał. – Nie da się ukryć, jakie są to emocje. Dziecko działa na każdego. Medyk trzyma je na rękach i wie, że mały pacjent, taka kruszyna, jest w poważnym stanie zagrożenia życia. Jest bezbronny. To nie jest coś naturalnego, że dzieci odchodzą, umierają, tak jak odchodzą starsi ludzie – zauważa pan Adam. Dodaje, że śmierć dzieci jest traumatyczna. Nie tylko dla niego, ale również dla wszystkich ratowników uczestniczących w akcji.

Ratownik po akcji w Zubrzycy: taki widok jest nie do zniesienia

Mikołajka nie dało się uratować. Lekarz w szpitalu w Nowym Targu stwierdził zgon. Pan Adam wie, że przegrał, ale nie może się z tym faktem pogodzić. Na swoim profilu społecznościowym po akcji napisał przejmujące słowa:

Widok oczu smutnego dziecka. Dziecka, które cierpi i naprawdę się boi. Taki widok jest nie do zniesienia, tym bardziej, kiedy wiesz, że nie możesz mu pomóc…

– Tak, umieranie dziecka, jego oczy, obraz jego twarzy zostaje każdemu medykowi w pamięci do końca życia. Trudno te obrazy wymazać – mówi pan Adam. Dodaje, że wielokrotnie wracają do niego obrazy dzieci, które odeszły na jego rękach. Analizuje ich wypadki. Zastanawia się, co byłoby, gdyby przyjechał szybszym samochodem. Czy gdyby był szybciej na miejscu, to uratowałby życie tych dzieci?

Tragedia 1,5-rocznego dziecka

Mikołajek kochał wodę. Mały urwis lgnął do niewielkiego potoku, który płynął przez Zubrzycę. Feralnej soboty 5 sierpnia wykorzystał nieuwagę dorosłych. Nad wioską szalała burza, a on po cichu wybrał się na wycieczkę nad potok.

– Takie maluchy nazywam “małymi smokami”. Też jestem tatą. Wiem, że dzieci, takie “małe smoki”, potrafią zniknąć w ułamku sekundy. Wiemy, że bawią się, że są bezpieczne. Za chwilę znikają. Nie ma ich. Czasem okoliczności sprawią, że nic im się nie stanie. Temu chłopcu zabrakło jednak szczęścia – zauważa ze smutkiem ratownik.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *