Córka była ze wszystkiego niezadowolona i miała w stosunku do matki wymagania, jak do służącej

Julia była jedynaczką. Nic specjalnego – zwykła polska rodzina. Jej matka pracowała jako pielęgniarka w szpitalu, a ojciec był ochroniarzem. Dziewczyna dobrze się uczyła, chociaż charakter miała dość kapryśny i była bardzo uparta. Matka często płakała, bo nie mogła dojść z Julią do porozumienia. Dziewczyna miała własny pogląd na wszystko i nie akceptowała nic innego. Ojciec próbował na nią wpłynąć, ale z niewielkim rezultatem.

Dziewczynie bez trudu przychodziła nauka języków obcych, więc mama wręcz błagała córkę, aby poszła na studia filologiczne. Ale, jak zwykle, zwyciężył upór Julki. Zdecydowała, że pójdzie na te same studia, co jej najlepsza przyjaciółka. A koleżanka, Marta, wybrała uniwersytet ekonomiczny, który później jednak nie przypadł do gustu Juliii. Przedmioty ścisłe nie były jej mocną stroną.

Wyszło w końcu tak, że Julia trafiła na socjologię. Rodzice próbowali ją przekonać do zmiany zdania, ale dziewczyna była nieugięta. Studia były łatwe, mieszkała w akademiku, a potem znalazła pracę na pół etatu w pobliskiej kawiarni. Chodziła tam głównie na wieczorne zmiany. Z tego powodu często opuszczała zajęcia, ale starała się na bieżąco nadrabiać wszystkie braki.

Rodzice najpierw interweniowali i prosili Julię, żeby rzuciła pracę i skupiła się na nauce. Mogli ją utrzymać, nie musiała zarabiać. Ale dziewczyna ich nie słuchała. Uparcie pracowała dalej, a nawet brała jeszcze więcej zmian. Wtedy mama wyrzuciła z siebie, że już jej nigdy nie będzie pomagać, bo w ogóle ich nie słucha.

Po studiach Julia wróciła do rodzinnego miasta. Tam poznała młodego mężczyznę, zakochała się po uszy, a potem poszło według standardowego schematu – ślub, dziecko. Młodzi zamieszkali u rodziców Julii. Paweł, jej mąż, pracował jako mechanik samochodowy. Zarabiał dobrze, ale nie udawało im się nic odłożyć. Julia była wtedy w domu z dzieckiem i nie miała żadnych dochodów. 500 plus wystarczało zaledwie na na pieluchy i mleko w proszku.

Mama Julii pomagała, ale tylko fizycznie. Czasami wstawała do wnuczki w nocy, żeby córka mogła się wyspać, czasami zabierała ją na spacer. A Julii nie interesowało ani gotowanie, ani sprzątanie w domu. Mama za to miała teraz dwa razy więcej obowiązków: nadal pracowała w szpitalu, a w domu miała teraz do wykarmienia dużą rodzinę. Paweł nigdy nie narzekał, że coś mu nie pasuje. Dobrze rozumiał, że skoro nie mieszka jeszcze na swoim, to musi zaakceptować zasady gospodarzy.

Ale za to Julia zaczęła okazywać swoje niezadowolenie jakieś sześć miesięcy po porodzie. Pierwsza poważna kłótnia wybuchła, kiedy jej mama zachorowała, wzięła zwolnienie lekarskie w pracy i praktycznie nie wychodziła z sypialni. Tata dużo pracował, więc nie można było na niego liczyć w domu. Julia weszła do kuchni, zobaczyła w zlewie górę nieumytych naczyń, podłoga się kleiła, blaty były brudne. Wpadła do pokoju matki ze słowami:

– Tak sobie leżysz? Jak ja mam wszystko zrobić, skoro mam małe dziecko? Co ty sobie myślisz? Wstawaj i przynajmniej umyj naczynia.

Matka Julii aż się rozpłakała, jak tylko córka trzasnęła za sobą drzwiami. Nie wstała jednak z łóżka, miała wysoką temperaturę. Naczynia pozmywał Paweł, kiedy wrócił wieczorem z pracy. Zmęczony i śpiący, ledwo umył stos talerzy i garnków, ale nie miał wyjścia.

Po tej sytuacji matka Julii postanowiła sobie, że od ​​teraz naprawdę nie będzie już pomagać córce. Julka musi się jakoś nauczyć samodzielnego życia. Bo zrobiła się strasznie niewdzięczna i nie rozumie bólu innych. Dobrze chociaż, że mąż jej się trafił dobry i na razie jeszcze to znosi.

Julia oczywiście zauważyła, że ​​jej matka całkowicie przestała gotować dla wszystkich, szykowała jedzenie tylko dla siebie i ojca. Kuchnię też sprzątała tylko po sobie. Nawet nie tknęła przedpokoju ani innych pomieszczeń. Julia musiała wziąć w ręce odkurzacz, potem wiadro z mopem i posprzątać. Dziecko zaczęło już raczkować, dlatego wszędzie musiało być czysto. Matka zaczęła też rzadziej wychodzić z dzieckiem na spacery. Tylko kiedy ojciec miał wolne, wtedy zabierali wnuczkę i szli do parku we troje.

W ogóle nie było mowy o żadnej pomocy finansowej. Julia na początku była oburzona:

– W końcu jesteś babcią, mogłabyś przynajmniej kupić mleko dla dziecka! Czy ja cię proszę o coś dla siebie albo Pawła?

– Juleczko, kiedy ty się urodziłaś, twój ojciec wziął na siebie pełną odpowiedzialność. Nigdy nie skarżyłam się twoim dziadkom. Nikt nie jest nikomu nic winien. Założyłaś rodzinę, więc jakoś to chyba zaplanowałaś? Ja ci nie chcę wypominać, ale masz przynajmniej dach nad głową. A my na początku mieszkaliśmy z tobą w starej kamienicy, w której najczęściej nie było ciepłej wody, w mieszkaniu grzało się piecem, a toaleta była na klatce schodowej.

— Wyrzucasz mnie? — zdenerwowała się Julia nie na żarty.

– Nie, bo jesteś moją córką. Co by nie było. Chcę tylko, żebyś zrozumiała, że jesteś już dorosła. Teraz sama jesteś matką, więc to przede wszystkim ty musisz pomyśleć o dziecku!

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *