“Mam faceta, ale kocham innego. Nie mogę odejść od partnera, bo to złamie mu serce!”

Serce nie sługa, miłość nie wybiera… Kto nie zna takich powiedzeń. Czy rzeczywiście nie można w niektórych sytuacjach zapanować nad uczuciami? Jak się okazuje – jest ciężko, czego dowodem może być list od naszej czytelniczki.

Napisała do nas 30-latka z Krakowa, która woli nie ujawniać swojego imienia. Jednak jak twierdzi, chciała się podzielić swoją historią, aby dodać otuchy innym kobietom, które czują się równie zagubione jak ona. Jak się okazuje, kobieta od 5 lat jest w związku, jednak zakochała się w innym. Nie umie i poniekąd nie chce zakończyć swojej relacji.

Swojego narzeczonego poznałam tuż po studiach. Miałam wtedy 24 lata i żadnego poważnego związku za sobą. On też nie. Więc obydwoje byliśmy dla siebie pierwszą miłością. Szczerze mówiąc, myślałam, że nie przetrwamy razem nawet kilku miesięcy. On spokojny, ułożony, pedantyczny i zorganizowany. Wszystko musi być na czas, dopracowane, ułożone. A ja? Chaotyczna, niezorganizowana, spontaniczna, a do pedantki bardzo mi daleko. Mimo wszystko zaiskrzyło i nim się obejrzeliśmy, to szukaliśmy do wynajęcia wspólnego mieszkania.

Tak nam mijały kolejne miesiące, a później lata razem. Nie powiem, żeby brakowało kłótni. Sporo ich w naszym związku i większość to ja inicjuję. Po prostu lubię emocje, lubię, jak coś się dzieje. Mój narzeczony nawet nie krzyknie. Ktoś pomyśli, że to przecież wspaniałe, że znalazłam takiego opanowanego faceta i że wymyślam powody, byle się do niego o coś przyczepić. Ale czy naprawdę zawsze musi być tak nudno, tak zwyczajnie, normalnie? Jeszcze rok temu pomyślałabym, że może rzeczywiście na tym polega zdrowy związek.

smutna blondynka w białej koszuli opiera się o kanapę

30-latka przyznała, że ostatnią rzeczą, jaką planowała to romans z innym mężczyzną. Niestety nad uczuciami ciężko zapanować i tak właśnie stało się w jej przypadku.

Szukałam innych bodźców, emocji, czegoś nowego. Zapisywałam się na różne kursy, chodziłam na wystawy, koncerty. Podczas jednej z imprez poznałam Krzyśka. I przyznaję otwarcie – zwrócił na siebie moją uwagę, mimo że przecież mam narzeczonego! Krzysiek do mnie zagadał, zaproponował drinka, wymieniliśmy się numerami. Pisaliśmy godzinami, wychodziliśmy razem na kawę, do barów, nawet na siłownię. Krzysiek ma identyczny charakter. Uwielbia jak coś się dzieje.

Kiedyś wyszliśmy z treningu, a Krzysiek rzucił propozycję – jedziemy do Warszawy. Tyle kilometrów, tylko po to, żeby pójść do mojej ulubionej knajpki i do Zachęty. Nie zastanawiałam się nawet przez moment. Takich spontanicznych wypadów było więcej. A mój narzeczony? On w tym swoim zorganizowanym życiu nie miał już czasu na “kontrolę” mojego i moich planów, szczególnie, jeśli nie planowaliśmy nic wspólnie danego dnia.

I stało się. Zakochałam się w Krzyśku, nie wyobrażam sobie już, żeby nie było go w moim życiu. Ale z moim narzeczonym planujemy ślub, nasze rodziny już dopytują o salę weselną, listę gości. Nie mogę teraz tak po prostu wszystkiego odwołać. Poza tym to złamałoby serce mojemu partnerowi… A to jest taki dobry mężczyzna, pomocny, uczynny, moja rodzina go uwielbia. Po prostu mój świat się rozpadł na milion kawałków i nie umiem go posklejać.

Co byście zrobili na miejscu naszej czytelniczki? Odwołali ślub, a może urwali kontakt z Krzyśkiem? Jest jakieś dobre wyjście z tej sytuacji?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *